W dużej mierze do
sięgnięcia po tę książkę zachęcił mnie jej tytuł. „Ameksyka” to pojęcie, które
funkcjonuje w geopolitycznym ujęciu świata i stosunków międzynarodowych. Ed
Vulliamy użył go, aby opisać rzeczywistość istniejącą na pograniczu Stanów
Zjednoczonych Ameryki oraz sąsiadującego z nimi Meksyku. Jak sam pisze:
„Pogranicze
ma tożsamość i smak codziennego życia, które przekracza linię granicy, a ja tę
krainę – pas o długości około 3400 i szerokości 80 kilometrów, ciągnący się od
Pacyfiku do Zatoki Meksykańskiej – nazywam Ameksyką. Za sprawą szerokich rzek
narkotyków, które płyną przez ten obszar i wzdłuż niego, Ameksyka stała się
polem bitwy, na którym toczy się jednak codzienne życie. I pomimo wszystkich
okropności i niepokojów, których ostatnio doświadcza, pogranicze jest
nieodparcie kuszące, złożone i fascynujące.” [s. 15 – 16].
W swej dość obszernej
książce, autor skupia się przede wszystkim na znaczeniu karteli narkotykowych
po meksykańskiej stronie granicy. Poświęcił im naprawdę sporo miejsca. Jest to
wynikiem ich olbrzymiej siły zarówno ekonomicznej, jak i politycznej. Bossowie
narkotyków mają bowiem wpływ na każdy element życia obywateli północnego
Meksyku. Mało tego, „swymi mackami” opletli nawet wysoko postawionych
urzędników państwowych (włącznie z policją). Tak naprawdę są oni całkowicie bezkarni.
„(…)
prezydent Calderon prowadzi wojnę z handlarzami narkotyków, a nie z handlem
narkotykami! – (…). – To strategia, która ma na celu kontrolę nad handlem
narkotykami, a nie jego likwidację. Wojna Calderona to hasło polityczne, walka
z bezkarnością handlarzy narkotyków. Obniżył ich status w społeczeństwie, ale w
żaden sposób nie mieszał się do gospodarki, którą tworzą narkotyki, nie
próbował naruszyć sieci transportu i dostaw, (…), ani infrastruktury stworzonej
z myślą o praniu brudnych pieniędzy.” [s. 357 – 358].
Najbardziej
przerażające w tej książce są statystyki, dotyczące śmierci Meksykanów. Setki,
a nawet tysiące z nich nieustannie bestialsko mordowani są przez osoby
bezpośrednio związane z handlem narkotykami. Często władze znajdują mogiły
bezimiennych osób, które ciężko zidentyfikować, bowiem ich ciała nie są
kompletne, a poza tym aby zatrzeć ślady ich oprawcy wrzucają trupy do tzw.
„meksykańskiej zupy” (jej głównym składnikiem jest kwas)…
Autor zaobserwował
również w obszarze przygranicznym drastyczne zjawisko, które stało się tematem
wielu prac doktorskich. Mam na myśli „(…) feminicidio – kobietobójstwo – czyli
masowe zabójstwo kobiet. Nie da się innym słowem opisać podłości wyjątkowego i
okrutnego zjawiska, (…).” [s. 258]. Najczęściej giną młode kobiety, ciała wielu
z nich do dziś nie zostały odnalezione.
Jak sam tytuł wskazuje
treść książki dotyczy również USA. Państwo to jest bowiem ogromnym kontrastem w
stosunku do Meksyku. Te dwa kraje dzieli w zasadzie wszystko. „Wielki Brat”
przymyka jednak oko na to, co dzieje się w Meksyku. Nie czynią zbyt wiele, aby
chociaż zapobiec masowemu przepływowi broni do meksykańskich mafiosów. Dla nich
najważniejsza jest meksykańska tania siła robocza, która pracuje w
przygranicznych fabrykach (dosłownie za grosze). Brakuje politycznej woli
Amerykanów, aby zmienić istniejący stan rzeczy.
Podsumowując – Ed
Vulliamy – wspiął się na wyżyny pracy reporterskiej. Z ogromnym zaangażowaniem
pracował nad stworzeniem tego dzieła. To, co powstało to naprawdę kawał dobrej
roboty. Książka została wzbogacona o materiały pomocnicze, takie jak mapy,
fotografie i co najważniejsze sporo danych statystycznych.
Człowiek ten ryzykował
życiem, pracując nad tą książką. Jego ciężka, wieloletnia praca opłaciła się.
Zwrócił tym samym uwagę wielu osób na problem, o którym przeważająca większość
„obywateli świata” nawet nie miała pojęcia. Polecam Wam tę książkę, choć
uprzedzam, że nie należy ona do pozycji z cyklu „łatwe i przyjemne”.
Tytuł: AMEKSYKA. WOJNA WZDŁUŻ GRANICY
Autor: Ed Vulliamy
Wydawnictwo: CZARNE
Miejsce, rok wydania: Wołowiec, 2012
Ilość stron: 512