czwartek, 13 września 2012

ŻYCIE ZACZYNA SIĘ WE WŁOSZECH - Julia Blackburn



Życie zaczyna się we WłoszechNigdy nie byłam we Włoszech, ale po lekturze tej książki zamarzyłam, aby się tam znaleźć. Bynajmniej nie mam na myśli znanych miast, metropolii turystycznych czy nadmorskich wysepek… Chodzi mi wyłącznie o przepiękne, malownicze, zapomniane przez ludzi górskie miasteczka.
                
Liguria – region, znajdujący się w północno – zachodniej części Włoch. To właśnie tam wybrała się, pochodząca z Anglii, autorka książki, za swoim ukochanym mężczyzną – Hermanem. Wszystko tu było dla niej obce, począwszy od języka (którego cierpliwie, przy pomocy mieszkańców się uczyła), totalnej głuszy, aż po zupełnie inny styl życia. Bardzo jej się to jednak spodobało. Najbardziej zauroczyły ją przepiękne krajobrazy, łono natury tak doskonale widoczne, będące na wyciągnięcie ręki. Fauna i flora w każdej postaci.

Julia Blackburn, w cudowny sposób, opisuje największe walory tego miejsca. Oto próbka jej talentu:
„Początek lata to czas górskich kwiatów. Postrzępione kielichy błękitnych goryczek i nieśmiało rozwinięte fioletowe cyklameny, fiołki, różowe goździki, samotne lilie, storczyki, kępy wysokich i upiornych asfodeli, które ponoć rosną w zaświatach na Polach Elizejskich… Gdziekolwiek postawię stopę, uwalniam aromaty lawendy, rozmarynu i tymianku.” [s. 41].
Książka ta posiada całe multum podobnych opisów przyrody. Ale nie tylko… Julia napisała tę książkę, dzięki opowieściom mieszkańców. Dzięki zaufaniu i ogromnej sympatii, jaką ją obdarzyli, zaczęli opowiadać jej historię swojego życia, a tym samym dzieje tego miejsca.

A nie były to łatwe opowieści. Wszyscy bowiem wiele przeszli. Doświadczyli okrucieństwa wojny, a także związanego z nią głodu. Znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji bowiem w górach ukrywali się partyzanci, toczący walkę z faszystami. Ci ostatni zaś często srogo karali mieszkańców za pomoc partyzantom. Ponadto miejscowi byli zdani na łaskę i niełaskę lokalnego „padrone”, któremu musieli oddawać połowę swych ubogich zbiorów.  Sami zaś byli tylko „mezzadri”, czyli półludźmi, nie mogli się więc przeciwstawić (nawet w sytuacji kiedy ich pan żądał od nich „wypożyczenia” żony czy córki), bo czekałaby ich pewna śmierć.

W trakcie tych trudnych opowieści mieszkańcy (w większości już ponad 80- letni) doznawali wewnętrznego oczyszczenia. Sam fakt, że mogli opowiedzieć o trudnych momentach w swym życiu, powodował wielką ulgę na duszy. Często zwierzeniom towarzyszyły łzy – nic bowiem nie przychodzi łatwo, nawet powrót do przeszłości. Ich wspomnienia były niezwykle znaczące także dla Julii, jak bowiem napisała:
„Teraz rozumiem, że poprzez spisywanie historii (…) życia starałam się zbliżyć do tego miejsca, oswoić z moim niepewnym poczuciem, że jestem jego częścią.” [s. 94].

„Życie zaczyna…” to wspaniała, klimatyczna opowieść zarówno o przemijaniu, jak i trwałości. Wiadomo, że każdy z nas prędzej czy później odejdzie z tego świata, ale warto zostawić coś po sobie. Mogą to być nasze wspomnienia, spisane na kartach papieru; a mogą to być również jakieś nasze dzieła, w których potomni dostrzegą nas samych…

Gorąco polecam tę książkę – jest w niej mnóstwo emocji, przepięknych barw i zapachów… Jest to pozycja relaksacyjna, ma działanie kojące; uwierzcie mi na słowo. Ogromny plus również za okładkę, która bardzo mocno zachęca do lektury…

Tytuł: ŻYCIE ZACZYNA SIĘ WE WŁOSZECH
Autor: J. Blackburn
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Miejsce, rok wydania: Warszawa, 2012
Ilość stron: 352

LUDZIE Z BAGIEN - Edward Lee



Ludzie_z_bagien_replika.jpgEdward Lee to wielki mistrz prozy ekstremalnej. Jest autorem ok. 40 książek z gatunku horroru. „Ludzie z bagien” to druga jego książka, wydana dotychczas w Polsce. Jest to temat jak z dreszczowca. Historia, opowiedziana na łamach tej powieści momentami zapiera dech w piersiach. A wszystko za sprawą tytułowych bohaterów. Ludzie z bagien, nazywani przez miejscowych:
„Lud bagien. Bagnowi. Najniższa kategoria ludu wzgórz. Chociaż wiele się o nich mówiło, rzadko można było ich spotkać. (…) Ludzie z bagien uprawiali kazirodztwo od tak dawna, że niemal wszyscy byli groteskowo zdeformowani. Zniekształcone głowy i twarze. Nierównej długości ręce i nogi. Jedno oko większe od drugiego. (…) niektórzy rodzili się w ogóle bez oczu albo bez ust. By jeszcze pogłębić tę tragedię, defekty umysłowe były równie dobrze widoczne. Niektórzy Bagnowi w ogóle nie potrafili mówić, a wielu z tych, którzy potrafili, bełkotali tylko zbitki słów, które nie miały żadnego sensu. Podobnie jak lud wzgórz, Bagnowi byli sekretem zabitego dechami miasteczka – sekretem, do którego istnienia nigdy się nie przyznawano.” [s. 43].

Miasteczko, o którym mowa powyżej to Crick City. Jest to bardzo biedna mieścina, dookoła widać tylko brud i zniechęconych ludzi. Jeśli ktoś pragnie coś w życiu osiągnąć – trzeba się jak najszybciej wyrwać z tej dziury. Pewnego dnia, do rodzinnego miasteczka wraca Phil Straker. Powrót do miasteczka jest dla niego trudny.

Ostatnie  lata spędził bowiem w dużym mieście, robiąc karierę jako glina z wydziału narkotykowego. Podczas jednej z akcji został wrobiony przez kolegę w zabójstwo dzieciaka, przez co musi podać się do dymisji. Jego życie legło w gruzach – wszystkie plany, marzenia, wysiłki poszły na marne. Odtąd wiedzie los prostego stróża, w pewnej fabryce (to jedyne miejsce, gdzie chciano go zatrudnić).

Podczas jednej z służb, znienacka odwiedza go komisarz policji z Crick City, który był dawniej jego mentorem. Namawia go na powrót do miasteczka. Jest w stanie zatrudnić go jako policjanta, byle tylko pomógł mu się uporać z problemem, jaki trapi miasteczko. Otóż Bagnowi opanowują Crick City, ponoć zajmują się rozprowadzaniem bardzo niebezpiecznego narkotyku. Do tego dochodzi tam do zabójstw. Phil przyjmuje tę ofertę, w końcu znowu ma szansę być tym kim zawsze chciał być – policjantem…

Powrót do miasteczka nie był łatwy. Przeraża go to, co się tutaj dzieje. Ginie coraz więcej ludzi. Zwłoki, które odnajdują są totalnie zbezczeszczone, pozbawione skóry… Z każdym dniem Phil odkrywa coraz to nowe, zaskakujące fakty. Widzi, że ludzie których dawniej dobrze znał zupełnie się zmienili. Po pewnym czasie zdaje sobie również sprawę, że ci których uważa za sojuszników coraz częściej mijają się z prawdą… Straker musi jak najszybciej odkryć co tak naprawdę święci się w miasteczku i jaką rolę odgrywają w tym Bagnowi…

Podsumowując – jest to dobrze napisana książka, ze świetną fabułą. Wyjaśnienie wszystkich kwestii poznajemy dopiero na ostatnich stronach, przez co przeżywamy ten koszmar z bohaterami do końca. Autor cały czas, nieprzerwanie trzyma nas w napięciu. Sceny grozy łączą się tutaj z erotyką i przemocą, czyniąc z tej książki prawdziwy horror. Z jednej strony w trakcie lektury czujemy odrazę a z drugiej ogromną ciekawość co będzie dalej… Cóż mogę więcej rzecz – ta powieść naprawdę zaskakuje! Polecam!


Tytuł: LUDZIE Z BAGIEN
Autor: Edward Lee
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 400

sobota, 8 września 2012

ŻONA_22 - Melanie Gideon



Rzadko zdarza mi się tak, że chwytam za książkę i nie mogę przestać jej czytać. Tak właśnie było z tą lekturą, która pochłonęła mnie w stu procentach… Dlaczego? Odpowiedź wydaje się prosta – ano dlatego, że jest to historia opowiedziana w bardzo zabawny sposób, poruszająca problemy, które są bliskie wielu z nas, zwłaszcza kobietomJ

„Żona_22” to opowieść o kobiecie w średnim wieku (Alice Buckle), której zaczyna się palić grunt pod nogami. Jej spokojne, uporządkowane dotychczas życie wywraca się do góry nogami. Z dnia na dzień jej mąż (William) traci pracę, a ona odkrywa że tak naprawdę niewiele wie o swoich dzieciach. Najwięcej problemów sprawia jej córka, która traktuje Alice jak największego wroga. Okazuje się również, że jej małżeństwo znajduje się na równi pochyłej. Małżonkowie stają się dla siebie obcy, tylko żadne z nich nie chce się zdobyć na szczerą rozmowę…

Przełomem w życiu Alice jest zakwalifikowanie się do programu badawczego, zajmującego się badaniami nad małżeństwem. Uczestniczy w nim w tajemnicy przed bliskimi. W ramach programu przydzielono jej miano – Żona_22. Jej zadaniem jest odpowiadać drogą e-mailową na szereg pytań, przesyłanych przez bezpośredniego opiekuna - Asystenta_101. Okazuje się, że kobieta odnajduje w nim bratnią duszę. Ich korespondencja zaczyna wymykać im się spod kontroli, stopniowo przekraczają tą cienką linię, jaką stanowi układ: badacz – badany…

Jak potoczą się ich dalsze losy? Czy ulegną pokusie i spotkają się w „realu”; a może Alice i jej rodzinie uda się przezwyciężyć problemy, jakie nagromadziły się w ich życiu… Aby uzyskać odpowiedzi na te i inne dręczące nas pytania – warto sięgnąć po tę niezwykle zabawną, ale i smutną książkę. Życie bowiem to nie tylko radości i przyjemne wspomnienia, czasem trzeba przebrnąć przez ciernie, które pojawiają się na naszej drodze.

Zachęcam Was do lektury – nie pożałujecie. Ma ciekawą formę, przez co łatwo i szybko ją się czyta. Jeżeli zaś chodzi o jej wydźwięk - jest to bardzo optymistyczna książka, dająca nadzieję na to, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Życie daje nam wiele szans, wystarczy po nie sięgnąć. Trzeba tylko tego mocno chcieć. Nie miejmy klapek na oczach, spróbujmy dostrzec to, co dzieje się dookoła nas, zwłaszcza w najbliższym otoczeniu. Życie jest zbyt krótkie, aby je zmarnować na kłótnie i niedomówienia.


Tytuł: ŻONA_22
Autor: M. Gideon
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Miejsce, rok wydania: Kraków, 2012 
Ilość stron: 456
                                                             

CZAS ŻYC, CZAS ZABIJAĆ - Miroslav Zamboch



Zanim wzięłam do ręki tę książkę, zastanawiałam się czy może mnie ona czymś zaskoczyć. Liczyłam oczywiście na znakomitą przygodę, z cyklu fantasy, oprawioną magią i czarami; nie spodziewałam się jednak, że pozwolę autorowi tak się wciągnąć w lekturę… Stało się to za sprawą głównego bohatera.

Bakly – bo o nim mowa – jest postacią nietuzinkową. Wyróżnia się spośród innych swoją potężną posturą i niesamowitą siłą. Nie jest on jednak zwykłym mięśniakiem, należał bowiem do „absolutnej elity gladiatorów, (…)”. Obecnie liczą się dla niego tylko pieniądze, bowiem tylko one mogą uratować jego rodzinę przed śmiercią. Stąd nie waha się on przed braniem arcytrudnych zleceń, w większości dotyczących zabicia kogoś.

Z roku na rok – Bakly – staje się innym człowiekiem: „(…) twardszym, trudniejszym do zniszczenia, ale i coraz bardziej nieludzkim.”. Pomimo braku jakichkolwiek emocji tego człowieka nie da się nie lubić. Kibicuje mu się od początku do końca. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy pozna się wszelkie motywy, jakie rządzą jego postępowaniem. Uwierzcie mi na słowo – są one znaczące…

Poza samą postacią Bakly’ego, niezwykle interesujące są arkana magii, które odkrył przed nami autor. Na łamach książki pojawiają się m. in. czarodzieje (w większości posiadający złą sławę), artefakty – zaopatrzone w olbrzymią moc czy też przedmioty, dzięki którym można dokonywać niestworzonych rzeczy.

A warto wiedzieć, że gra toczy się tutaj o najwyższą stawkę… Jak to mówią – „cel uświęca środki” – podobnie jest w utworze M. Žambocha. Bohaterów nie ograniczają zasady oraz normy moralne czy etyczne; najważniejsze to zrealizować zamierzony plan. A nie jest to ani łatwe ani przyjemne…

Teraz kilka słów o wartości technicznej. Książka składa się z pięciu rozdziałów. Mnie osobiście podobało się to, że każdy następny był jakby kontynuacją poprzedniego. Wobec czego odpowiedź na to, co nie zostało dopowiedziane z końcem rozdziału znajdujemy w następnych. Język prosty i przystępny, przez co lektura nie sprawia żadnego kłopotu. Zdarza się, że pojawiają się słowa nieznane czytelnikowi, jednakże autor zadbał o dokładne ich wyjaśnienie. Cała fabuła jest spójna, z rozmysłem zaplanowana, dlatego - zachęcam do lektury!

Tytuł: CZAS ŻYĆ, CZAS ZABIJAĆ
Autor: M. Zamboch
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 480

piątek, 7 września 2012

BIBLIOTEKARZ - Michaił Jelizarow



Do sięgnięcia po tę książkę zachęcił mnie przede wszystkim fakt, iż autor otrzymał za nią prestiżową rosyjską nagrodę literacką (zwie się ona Rosyjski Booker). Pomyślałam wobec tego, że nie wypada jej nie przeczytać. Powiedziałam sobie „a co mi tam…”. Przed rozpoczęciem lektury byłam pełna pozytywnych emocji oraz nadziei, liczyłam na interesującą podróż literacką… Niestety – muszę przyznać – że bardzo się zawiodłam i rozczarowałam…

Po pierwsze – bardzo dziwna fabuła. Tutaj plus dla autora, gdyż musiał mieć ogromną wyobraźnię, aby wymyślić coś tak absurdalnego. Dodam, że książka nie jest z gatunku science fiction czy fantasy. Napiszę zatem parę słów o treści. Motywem przewodnim są w tym dziele Księgi, autorstwa zapomnianego w Rosji pisarza – Gromowa. Nikt nie interesował się jego twórczością poza prawdziwymi entuzjastami, którzy:
„Włóczyli się po kraju, zbierając ocalałe książki, a oddaliby za nie wszystko. Tylko bowiem w normalnym życiu książki Gromowa miały w tytule jakieś „nurty” i „trawy”. W środowisku kolekcjonerów funkcjonowały zupełnie inne nazwy: Księga Siły, Księga Władzy, Księga Gniewu, Księga Cierpienia, Księga Radości, Księga Pamięci, Księga Sensu…”. [s. 11].

Akcja toczy się w Rosji na przełomie dziesięcioleci. W różnych miastach, miasteczkach powstają rywalizujące ze sobą czytelnie (biblioteki) o charakterze sekt, klanów – na których czele stoi bibliotekarz. Każda z nich działa w konspiracji. Ich głównym celem jest zdobycie poszczególnych Ksiąg oraz ochrona tych, które już posiadają. Dodam bowiem, że Księgi niosą ze sobą tajemną moc oraz siłę.

Ci, którzy przeczytają (lub wysłuchają) poszczególne Księgi w całości, przenoszą się w zupełnie inną rzeczywistość. Ich ciała i umysły się zmieniają – m. in. ledwo poruszający się pensjonariusze domu opieki po lekturze Księgi Siły nagle są zdolni walczyć zwykłymi przedmiotami codziennego użytku z uzbrojonymi po zęby osobnikami.

Ten, kto choć raz, na własnej skórze doświadczył działania jakiejkolwiek z
Ksiąg nie chce już odejść z biblioteki. Każdy jest gotów zabijać, w imię swego tajnego zgromadzenia. W książce nieustanie dochodzi do pojedynków, zaplanowanych ustawek… W trakcie tych walk leje się wiele krwi, gdyż każdy zacięcie walczy o zwycięstwo i o ocalenie Ksiąg, a tym samym swojej biblioteki.

Autor nie szczędzi nam szkaradnych opisów „wysuszonych babcinek”, których już dawno nie powinno być na tym świecie. Świat przedstawiony na łamach tej książki jest całkowicie odrealniony, smutny i co tu dużo mówić również bardzo okrutny. Często przyprawia on o dreszcze. Ja osobiście zastanawiałam się czemu to wszystko ma służyć… Z przykrością muszę donieść, że odpowiedzi nie uzyskałam…

Wydaje mi się (choć mogę się mylić), że autor chciał w sposób metaforyczny opisać rzeczywistość rosyjskiego społeczeństwa dawniej i dziś. Myślę, że jego zamiarem było ukazanie konsekwencji dla społeczeństwa rosyjskiego, jakie przyniósł upadek Związku Radzieckiego. Dla wielu Rosjan (starszego pokolenia) było to traumatyczne przeżycie, a jego skutki (nie tylko ekonomiczne) są odczuwalne do dziś. Sądzę, że poniższe słowa nie wymagają komentarza:
„Jest (…), tajemniczy człowiek, który ma we władaniu cenny Siedmioksiąg. On wie, że dopóki nieustannie, jedna po drugiej czytane będą Księgi, okrutny Wróg będzie bezsilny. Kraj przykrywa niewidzialna kopuła, cudowna osłona, szczelne sklepienie, od którego nie ma nic mocniejszego na świecie, wspiera się ono bowiem na niewzruszonych filarach – na dobrej Pamięci, dumnym Cierpieniu, serdecznej Radości, potężnej Sile, świętej Władzy, szlachetnym Gniewie i wielkim Zamyśle. (…) Ten, który czyta Księgi, (…) to nieśmiertelny strażnik Ojczyzny. (…) wieczny jest jego trud. I niezniszczalny kraj, którego strzeże.” [s. 277-278].

Zdaję sobie sprawę, że dla Rosjan ta książka może być ważna – mnie jednak nie zachwyciła. Kto wie może nie potrafiłam odczytać jej ukrytego sensu… Summa summarum – z przykrością stwierdzam, że jest to pierwsza książka od dłuższego czasu, która mi się nie spodobała. A może Wy będziecie mieli inne odczucia…?


Tytuł: BIBLIOTEKARZ
Autor: M. Jelizarow
Wydawnictwo: MUZA SA
Miejsce, rok wydania: Warszawa, 2012
Ilość stron: 416